Poza tym, w sobotę w Bydgoszczy na Muszli gra moje kochanie z zespołem [link] i pewnie mnie na weekend nie będzie przy kompie
Wakacje kończą się z dniem dzisiejszym, i zaczynam znów tour-de szkoła. Szczęście, że już ostatni raz. Nie wiem, jak to będzie, ale widzę już to na czarno raczej. Będąc dzisiaj w internacie dowiedziałam się, że jest zakaz posiadania w internacie komputerów stacjonarnych. Chyba ich pogrzało, i to ostro. Jak niby mam się przygotować do dyplomu, aneksu, i chociażby do matury jedynie na komputerach dostę
Zostawiłam siostrę w internacie. Będzie przechodzić to samo co ja, może w nieco innym tempie. Ale przyda się jej szkoła odpowiedzialności, bo trochę się rozpuściła
Było już o tym, co będzie, wiec może trochę nie po kolei, ale o tym co było. A było z dupy. Jakbym w ogóle nie miała wakacji. Wszystko tak przeleciało w naprawdę dziwacznym tempie. Co mnie najbardziej boli, nie były to jakieś wyjątkowe wakacje, ale chyba jedne z najgorszych. Nie żebym miała jakieś tam wybitne zawsze, ale porównując do innych, wypadły słabo. I chyba to dlatego, że nie potrafiłam (nie mogłam?) się skupić na jakiejś jednej sprawie, chwycić się konkretnego kierunku. Ani nie ruszyłam nic ze szkołą (a powinnam), nie postarałam się chociażby żeby jakoś odpocząć od nauki, żeby bawić się świetnie, co zawsze daje takiego pałera... Nawet się nie skupiłam jakoś tak bardzo na rodzinie, co przeciecz tez jest ważne... To wszystko jakoś przeszło równo rozchodząc się, a właściwie rozjeżdżając się. Nie, tak mi się nie podobało. Owszem, były fajne wyjazdy i nie tylko, do których zaliczam grilla u mnie, gdzie zjechali się moi najlepsi przyjaciele i znajomi, tydzień nad morzem z Sebastianem, potem również z Muchozolem i Wiciem, pierwszy Woodstock, kiedy o zgodę na wyjazd pytałam dzień przed, oraz Piernicon, który - co tu dużo ukrywać - pierwszy dzień i pół drugiego straciłam (przepraszam
Mam nadzieję, że zapieprz, który mnie czeka, będzie bardziej owocny, i mimo że nieprzyjemny, to da więcej radości* niż te wakacje.
Trochę się rozpisałam, ale to i tak nie wszystko, co chciałabym Wam opowiedzieć, bo ciężko jest streścić dwa miesiące i nie tylko w journalu. Jest mi niezmiernie miło zawsze, ja ktoś przeczyta. Wtedy człowiek nie czuje się taki beznadziejny. Może i mało, ale zawsze pomaga. Więc dzięki Marto, która zawsze wszystko skomentujesz, choć nie zawsze jest co. To takie miłe
PS: Trzymajcie za mnie kciuki w środę, koło godziny 9-tej rano
* tak to jest, ze im więcej mam na głowie, tym lepiej się mobilizuję. A im więcej zmartwień, i stresów, tym bardziej cieszę sie z rzeczy małych
Devious Comments
Celtic folk? A co konkretnie?
--
Lamque opus exegi, quod nec Iovis irae, nec ignis, nec poterit ferrum, nec edax abolere vetustas
Caryca ponoć mnie lubi, więc chyba nie powinna mnie od razu wywalić za drzwi jak będę ją prosić. Ale już szykuję się na dłuższą walkę o komputer
--
traditionally, sorry for my english
Hihi, no tak, to połowa sukcesu już prawie gwarantowana
--
Lamque opus exegi, quod nec Iovis irae, nec ignis, nec poterit ferrum, nec edax abolere vetustas
ah ah też chcę się wziąc za ten 'lovely complex' (narazie obejrzałam tego animca z samurajami do którego tez była jedna fajna AMVka, nie wiem czy pamiętasz) ;D chociaż kurcze tak myślę, że chyba już nie będzie teraz czasu -.- bleeeeeeee szkoooołaaa bleeeee!
--
traditionally, sorry for my english
--
traditionally, sorry for my english
Samurajów nie pamiętam, a LC ściągam, zostało mi chyba do ściągnięcia 5 odcinków, więc wypalę Ci jak co na płytkę
--
traditionally, sorry for my english
Previous Page12Next Page